|
|
Europę stać na więcej !
Nowa Agenda dla Unii Europejskiej
Tytuł raportu dobrze oddaje jego zawartość. Polskie społeczeństwo jest
społeczeństwem euroentuzjastów, polscy politycy wydają się tego entuzjazmu nie
podzielać. Hasło Nicea albo śmierć, wskrzeszony protokół z Joaniny, pierwiastek…
Szczegółów pewnie już nie pamiętamy, nie są wręcz tego warte, ale łączy je jedno
– obawa przed Unią. Są oczywiście przykłady pozytywne: czas pomarańczowej
rewolucji na Ukrainie, zabiegi o jej członkowstwo czy pomysł paktu
bezpieczeństwa w zakresie polityki energetycznej. I Partnerstwo Wschodnie, które
jeszcze trzeba wypełnić konkretną treścią, acz pierwszy krok został zrobiony. Ze
skutecznością bywa różnie ale tu akurat nie o to chodzi. Chodzi o to, że tych
pomysłów jest tak niewiele. Zupełnie zaś brak jest bardziej całościowych wizji,
a przecież całkiem niedługo Polska obejmie prezydencję w Unii i pytanie w wielu
szczegółowych sprawach padną (i tych bardzo zasadniczych oczywiście też). Jak
na nie odpowiemy? Będziemy mieli w ogóle jakąś odpowiedź? Na razie wolimy
postawę petenta, zabiegającego o różne „prywatne” (czytaj polskie) interesy,
przede wszystkim o pieniądze ale taka postawa jednemu z większych krajów Unii i
największemu spośród tych przyjętych w ostatnich latach po prostu nie przystoi.
Ten raport jest tu przełomem, grupa ekspertów stojących bardzo blisko polityki
ale nie zaangażowanych w nią wprost (z jednym wyjątkiem, Andrzeja Olechowskiego,
który dopiero co zadeklarował powrót do czynnej polityki) taką wizję
zaproponowała. Co ciekawe, przygotowany przez nich raport został od razu
opublikowany zarówno po polsku, jak i po angielsku, w dzisiejszej lingua franca
Unii Europejskiej i w ogóle świata. Czyli w postaci gotowej, aby stać się
przedmiotem dyskusji nie tylko w Polsce.
Co proponują? Po klęsce traktatu
konstytucyjnego, wymęczony kompromis jakim jest traktat z Lizbony, nawet jeśli
wejdzie w życie, będzie owszem użytecznym narzędziem ale nie da Unii kopa. Na
nowy wielki projekt w stylu traktatu konstytucyjnego to chyba nie czas, zbyt
trudno byłoby go dziś uzgodnić i chyba w warunkach kryzysu nie bardzo mamy na to
czas. Do tego byłyby to wciąż tylko ramy, które trzeba wypełnić konkretną
polityką. Dlatego lepiej skoncentrować się na kilku rzeczywiście ważnych,
węzłowych kwestiach i tam zaproponować konkretne rozwiązania. Ujmując je potem w
postaci traktatów „tematycznych”. Nie oznacza to wcale polityki małych kroków,
przeciwnie, chodzi o kroki duże – tylko droga do celu jest inna.
Autorzy nie
wahają się napisać, że Unia powinna zacząć wreszcie mówić jednym głosem. Jeden
europejski głos w G20 będzie więcej znaczył niż obecnych osiem (oprócz sześciu
państw – członków Unii jest tam reprezentowana przez kraj sprawujący w niej
prezydencję, a w obradach bierze też udział Europejski Bank Centralny). W ogóle
świat przyszłości widzą autorzy inaczej niż wielu z nas. To świat w którym na
globalne mocarstwo obok Stanów Zjednoczonych wyrastają Chiny, a trzecim może być
właśnie Europa. O ile się zdecyduje. To, czy będzie to G2 czy G3 zależy, można
powiedzieć, od nas.
Na tym tle zaskakują dość skromne propozycje jeśli idzie
o bezpieczeństwo. Dziś to dziedzina leżąca w praktyce poza kompetencjami Unii,
za bezpieczeństwo w Europie odpowiada NATO, a polityka Unii i NATO nie jest w
żaden sposób skoordynowana. Autorzy raportu proponują aby to zmienić. Unia
powinna z NATO jak najbliżej współpracować, a jej przedstawiciel uczestniczyć w
obradach władz NATO. Powinna dysponować własnymi siłami szybkiego reagowania i
dysponować transportem strategicznym. Autorzy raportu dostrzegają
niewspółmierność pomiędzy ponoszonymi przez państwa europejskie wydatkami na
obronę a efektem, polegającym na bezustannym oglądaniu się na USA, tego dziś
rzeczywistego gwaranta bezpieczeństwa Europy. Może jednak czas na rzeczywiście
duży krok i budowę wspólnej europejskiej armii? Nie tylko wspólne zakupy
uzbrojenia ale i pewien podział obowiązków, wręcz militarną specjalizację
poszczególnych krajów, by te koszty ograniczyć jeszcze bardziej. Ten krok może
być znacznie większy niż proponują autorzy raportu, a że są to koncepcje
poważnie rozważane, to ośmielamy się też o nich wspomnieć.
Odważnie (to słowo
jeszcze się pojawi ale tu paść powinno) piszą autorzy raportu o poszerzaniu
Unii. Dla nich to być albo nie być Unii. Unia, która z rozszerzania rezygnuje
przekreśla swoje zasady ale nie tylko o to chodzi. Unia nie doszła jeszcze do
żadnych swych naturalnych granic, jeżeli w ogóle takie potrafimy określić. Jest
projektem wciąż nie skończonym. Pada nazwa tylko jednego kraju, który w wizji
rozszerzenia żadną miara nie powinien być pominięty. I nie jest to Ukraina.
Pewnie, zapytani o to, autorzy raportu odpowiedzieliby, że wśród krajów, o które
Unia powinna się rozszerzyć, które brać powinna pod uwagę, Ukraina oczywiście
być musi. Ale wymienili inny kraj: Turcję. Rzut oka na mapę wyjaśnia dlaczego,
dlaczego Unia Turcji tak bardzo potrzebuje. Trudno o postulat mniej w Europie
popularny, trudno o polityka, który stanie przed tą mapą i powie, proszę,
spójrzcie tu. Ale nawet jeśli taki się znajdzie, to nie wróżymy mu powodzenia.
Dziś wszyscy wolą znajdywać uzasadnienia dlaczego nie i dotyczy to też różnych
ekspertów. Oni też wolą się nie narażać opinii publicznej. Dlatego napisaliśmy o
odwadze. W raporcie pada zresztą jeszcze inny argument za, może nawet bardziej zasadniczy.
Odważnie postawiono też sprawę imigracji. Dla autorów raportu jest
jasne, że starzejąca się Europa potrzebuje imigrantów. Sytuacja jest
bezprecedensowa w historii, nikt się jeszcze z nią zetknął i stąd powaga
wyzwania. Już za parę lat ponad połowa Europejczyków będzie miała ponad
pięćdziesiąt lat. Programy aktywizacji zawodowej pięćdziesięciolatków nie są
więc żadną fanaberią, a zwykłą koniecznością. Tak, jak i zachęty do późniejszego
przechodzenia na emeryturę. Nie da się raczej uniknąć podniesienia wieku
emerytalnego (co jest propozycją bardzo niepopularną). Najtrudniejszą jednak
sprawą jest pogodzenie się z koniecznością akceptacji dużej skali imigracji, a
politycy podlegają kryterium wyborczemu (polityk, który oświadczy: potrzebujemy
imigrantów, żadnych wyborów nie wygra). Mniej kontrowersyjny jest postulat
ujednolicenia polityki imigracyjnej. Bo jest oczywiste, że w warunkach
praktycznie swobodnego przepływu ludności wewnątrz Unii jest to warunek
skuteczności jakiejkolwiek polityki w tej dziedzinie. Praktycznie to jednak nie
wychodzi, różne kraje mają tu różne priorytety, różne cele, dochodzą jeszcze
polityczne zaszłości. Dobrze, że od czasu ktoś przywołuje nas do porządku. Bez
rąk do pracy Europa nie będzie się rozwijać. Mrzonki, że uda się jej wieść życie
rentiera rozwiały się wraz z kryzysem finansowym.
Nie da się tu nie
wspomnieć o wyzwaniu jaki stanowi ochrona klimatu. Autorzy raportu poświęcają
jej sporo miejsca. Szczególna wagę przywiązują do technologii przechwytywania
dwutlenku węgla. To takie być lub nie być dla opartej na węglu polskiej
gospodarki ale problem nie dotyczy tylko Polski. Te technologie należy
oczywiście rozwijać, pilotażowe instalacje są na pewno potrzebne ale na ile te
rozwiązania będą efektywne ekonomicznie, w ogóle opłacalne – to się dopiero
okaże. Tu kusi pytanie, czy nie powinniśmy podejść do tego problemu trochę
inaczej. Ograniczenie emisji dwutlenku węgla jako główne kryterium może
prowadzić do działań niezupełnie racjonalnych, na przykład przenoszenia
produkcji tam, gdzie ograniczenia związane z emisją nie obowiązują lub są mniej
ostre. Pytanie, co na tym zyska klimat? Może jako kryterium należałoby tu
postawić efektywność energetyczną? To wcale nie oznacza kwestionowania
zagrożenia jakie stanowi efekt cieplarniany i celowości ograniczenia emisji
dwutlenku węgla ale osiągnięcie tego celu inną drogą. Do takiego podejścia
skłaniają się coraz częściej ekolodzy, którzy spostrzegli się, że kryterium
emisji wymusza rozwój nie lubianej przez nich energetyki jądrowej. Bo to jest
najprostsza odpowiedź. Tymczasem rozwój energetyki jądrowej też niesie ze sobą
zagrożenia. Autorzy raportu dostrzegają zaś sprzeczność pomiędzy postulatem
wsparcia dla pozyskiwania energii ze źródeł odnawialnych a ograniczeniem emisji
dwutlenku węgla. Tu by się należało wyjaśnienie, którego zabrakło, że chodzi o
problem krótkiej kołdry. Tu i tu oznacza to pieniądze, których na wszystko nie
starczy, do tego część źródeł odnawialnych to źródła wcale nie niskoemisyjne.
Pytanie, które nie padło, to pytanie, czy ta cała ambitna polityka nie padnie
aby ofiarą kryzysu. Koszt energii to jeden z elementów konkurencyjności
gospodarki, a ona jest kosztowna. Nawet bardzo kosztowna.
Poruszonych w
raporcie tematów jest więcej. Choćby innowacyjność. Tu może recepty należą do
tych powszechnie znanych i nawet realizowanych (póki co z dość umiarkowanym
skutkiem). Warto jednak na pewno zwrócić uwagę na wzmiankę o Strategii
Lizbońskiej. Właśnie powinniśmy podsumowywać jej rezultaty i jesteśmy w
kłopocie. Celu nie osiągnęliśmy i co więcej, mamy problem z tym, czy dobrze go
postawiliśmy. Czy dobrze obraliśmy wzór. Mieliśmy dogonić gospodarkę amerykańską
i to ona stanowiła dla nas wzór. Już wiemy, że autorom strategii po prostu nie
starczyło wyobraźni. Podczas gdy my goniliśmy Amerykę, zza naszych pleców
zaczęli się wyłaniać konkurenci, których autorzy strategii w ogóle nie wzięli
pod uwagę: Chiny i Indie. Co więcej, lider okazał się nie tak bardzo godny
naśladowania. Bo to przecież tam zaczął się kryzys.
Co jeszcze jest
problemem Europy? To, że w Europę nie wierzymy. Nie, może nie Polacy, który w
Europę wierzą, ufają jej więcej niż krajowym instytucjom – ale Polacy stanowią w
Europie wyjątek. Dla większości Europejczyków instytucje Unii Europejskiej są
daleko, rządzą się niezrozumiałymi zasadami i uważają, że nie mają na nie
żadnego wpływu. Te wszystkie argumenty są zresztą prawdziwe. Do pierwszego w
dobie Internetu nie przywiązywalibyśmy zbytniej wagi. A z dwoma pozostałymi
można by coś zrobić, gdyby Komisja Europejska była w sposób realny a nie
formalny była wybierana przez Parlament Europejski i musiał on uzyskać jej wotum
zaufania. To jednak oznaczałoby przyjęcie… projektu federalistycznego. I taki
zresztą musi być finał. Polska mogłaby się tu podzielić pewnymi praktycznymi
doświadczeniami z własnej historii. Na dziś problemem jest nie tylko brak
formalnych uprawnień Parlamentu Europejskiego, aby taką rolę pełnić. Przeszkodą,
bodaj czy nie większą, jest tu brak autorytetu. Funkcjonujący na zasadzie
konsensusu dwóch głównych sił, ludowców i socjalistów, podejmuje on decyzje w
wyniku kuluarowych uzgodnień, a wpływ wyborców na nie jest praktycznie żaden.
Aby taki autorytet uzyskał, musi stać się on miejscem dokonywania realnych
wyborów (choćby na razie w sferze legislacji), a podejmujące je ugrupowania
powinny działać nie na zasadzie zamazującego odpowiedzialność za nie konsensusu,
a ponosić równie realną odpowiedzialność przed wyborcami. Ale wymaga to
istnienia sił politycznych, które funkcjonowałyby jako ugrupowania
ogólnoeuropejskie, z własnymi programami, a nie federacje partii funkcjonujących
w krajach członkowskich. Wysyłającymi do Brukseli swój drugi garnitur polityków.
W raporcie jest o tym właśnie warunku. Tyle, że na razie nic nie zapowiada, aby
ten postulat mógł być spełniony. Jedyną właściwie próbą stworzenia takiego
ugrupowania, paradoksalnie, był… Libertas założony przez Declana Ganleya. Swój
pomysł na Europę zaprezentowali eurosceptycy i został on przez wyborców
odrzucony. Euroentuzjaści na razie na nic takiego się nie zdobyli. A może
powinni?
Jest też w raporcie o tym, co Europie się udało. Udało się
całkiem sporo, z tych udanych rzeczy może akurat w dobie kryzysu warto wspomnieć
o euro. To właśnie dzięki euro przez Europę nie przeszła fala dewaluacji
mających doraźnie poprawić konkurencyjność walczących z kryzysem gospodarek. To
narzędzie zostało członkom strefy euro odjęte wraz z utworzeniem Europejskiego
Banku Centralnego. Narzędzie, którego użycie kusi, bo na krótką metę bywa bardzo
skuteczne. Akurat dobrze o tym wiemy, bo to także dzięki dewaluacji własnej
Polska jest krajem, który przez kryzys przechodzi stosunkowo łagodnie na tle
innych dotkniętych nim krajów. Gdy jednak używać go mogą wszyscy, to efektem
bardzo szybko staje się chaos…
Prezentacja raportu ściągnęła do Domu
Dziennikarza na Foksal prawdziwy tłum. Okazało się, że przeszkodą nie jest ani
wakacyjny termin, środek wręcz sezonu urlopowego. Nie jest nią upał, z którym do
tego na sali nie dała sobie rady klimatyzacja. Mimo ściąganych zewsząd krzeseł
na sali w końcu i ich zabrakło – i część uczestników musiała stać. Zadecydował
temat i nazwiska autorów raportu, z których za prezydialnym stołem zasiedli: dr
Andrzej Olechowski, były minister spraw zagranicznych i finansów, który niedawno
zadeklarował powrót do czynne polityki, prof. Michał Kleiber, prezes Polskiej
Akademii Nauk, dr Krzysztof Krzysztof Rybiński, obecnie partner w
Ernst&Young Polska, a w przeszłości wiceprezes NBP oraz Igor Chalupec, znany
biznesman, prezes ICENTIS, w przeszłości między innymi prezes Orlenu. Zagaił redaktor naczelny Polityki, Jerzy Baczyński. Krótkiej prezentacji raportu i płynących zeń wniosków dokonał prezes demosEuropa, dr Paweł Świeboda. Jemu też przypadło podsumowanie bardzo gorącej momentami dyskusji.
I tu już odsyłamy do
raportu, bo jak zawsze, najlepiej wyrobić sobie zdanie samemu. Jest on
do pobrania tutaj:
Europę stać na więcej. Nowa agenda dla Unii
Europejskiej
(kliknij aby pobrać raport)
Relacja z debaty także na stronie
demosEuropa: http://www.demoseuropa.eu
program
12.30 – 13.00 Kawa i rejestracja
13.00 - 13.10
Wprowadzenie
Jerzy Baczyński, redaktor naczelny, tygodnik „Polityka”
13.10-13.25 Prezentacja raportu „Europę stać na więcej. Nowa agenda dla
Unii Europejskiej”
Paweł Świeboda, prezes zarządu, demosEUROPA – Centrum
Strategii Europejskiej
13.25 -14.10 Panel dyskusyjny z udziałem
uczestników Grupy Refleksyjnej
Igor Chalupec, prezes zarządu ICENTIS
Prof. Michał
Kleiber, prezes, Polskiej Akademii Nauk
Andrzej Olechowski, b. minister
finansów i b. minister spraw zagranicznych
Krzysztof Rybiński,
partner Ernst&Young Polska
moderacja:
Marek Ostrowski, kierownik działu zagranicznego tygodnika „Polityka”
Krzysztof Blusz, wiceprezes zarządu, demosEUROPA – Centrum Strategii Europejskiej
14.10-14.25
Dyskusja z udziałem publiczności
14.25-14.30 Podsumowanie
Paweł
Świeboda, prezes zarządu, demosEUROPA – Centrum Strategii Europejskiej
16 lipca |
|
 Paneliści już zajęli swoje miejsca. |
 Największe zainteresowanie wzbudził powracający do czynnej polityki Andrzej Olechowski. |
 Najpierw jednak, zanim paneliści zajeli swoje miejsca, zagajenie wygłosił prezes demosEUROPA Paweł Świeboda. | | Zobacz więcej!! |
|
|